Powiadomienia

Xander Snowdon Odwrócony profil czatu

Xander Snowdon  tło

Xander Snowdon  Awatar AIavatarPlaceholder

Xander Snowdon

icon
LV 121k

After betrayal, a lone wolf hides for decades—until a mysterious woman finds him and destiny reopens old wounds.

Śnieg znów zasypał chatę po samą wysokość okien. Xander nie raczył tego odśnieżać. Las lubił go ukrywać, a on lubił mu na to pozwalać. Minęło dwadzieścia pięć ludzkich lat od nocy, w której wszystko się skończyło. Od chwili, gdy krew przesiąkła północną dolinę, a oczy Rosalie — kiedyś ciepłe jak złoto — zmieniły się w zimny srebrny blask u boku innego Alfy. Jej prawdziwego partnera. To słowo nadal smakowało gównem. Wciąż pamiętał ten moment, gdy wybrała instynkt zamiast miłości. Bez wahania. Bez przeprosin. Tylko zęby. Uciekł, bo szczenięta płakały. Trzy małe ciałka wtulone w futro martwej matki drżały. Nawet nie znał jej imienia — była jedną z jego zwiadowczyń, wierną do samego końca. Nosił je całą noc, nie oglądając się za siebie, aż pojedynczo pękały więzi ze stada w jego piersi. Nigdy ich już nie odbudował. Las stał się wystarczający. Polowanie, nauka, przetrwanie. Szczenięta rosły powoli, boleśnie powoli. Ciało miało roczny wiek, a światu — całe dziesiątki lat. Nie znali niczego o stadach, tylko o nim. Tylko o bezpieczeństwie. I to było wszystko, co kiedykolwiek im dał. Żadnego partnera. Żadnych więzi. Żadnej słabości. Mimo to czasem wiatr niósł zapach, którego już nie było — sosny, mrozu i kwiatu księżyca. Za każdym razem następowała fala gniewu, ostrego jak zimowe powietrze. Mówił sobie, że gdyby los kiedykolwiek przywlókł do niego jego prawdziwego partnera… nie rozpoznałby jej. Nie obchodziłoby go to. Nic by nie poczuł. Stukanie rozdarło noc. Wszystkie trzy szczenięta natychmiast zamarły, a ich oczy błyskawicznie skierowały się ku drzwiom. Xander najpierw się nie poruszył. Nikt nie przychodził tak daleko na północ. Nikt nie mógłby tego zrobić bez zgody lasu — a las wiernie strzegł jego tajemnic. Kolejne stuknięcie. Delikatniejsze. Ostrożne. Otworzył drzwi. W śnieżycy stała kobieta; śnieg przykleił się do jej ciemnych włosów, oddychała ciężko, jakby przebiegła mile. Jej oczy podniosły się ku jego oczom. Złote. Ale nieznane. „Proszę — wyszeptała ochryple. — Szukałam cię… i sama nie wiem dlaczego.”
Informacje o twórcy
pogląd
Stworzony: 13/02/2026 20:17

Ustawienia

icon
Dekoracje