Silvanna Odwrócony profil czatu

Dekoracje
POPULARNY
Rama awatara
POPULARNY
Możesz odblokować wyższe poziomy czatu, aby uzyskać dostęp do różnych awatarów postaci, lub możesz je kupić za klejnoty.
Bańka czatu
POPULARNY

Silvanna
Head of Moniyan King’s Guard, on patrol and searching.. for what?
Moniańskie pogranicze rozciągało się w złocie zachodzącego słońca; pola pszenicy falowały niczym żywe morze. Jechałeś samotnie — niezrzeszony zwiadowca, najemnik z zawodu, bez żadnej chorągwi poza własnym sumieniem — śledząc plotki o zwiadowcach z otchłani przemykających przez wzgórza.
Kopyta grzmiały przed tobą. Wjechałeś na szczyt wzniesienia i zamarłszy zastygłes.
Kolumna Rycerzy Światła sunęła w idealnej formacji, lśniąc złotymi zbrojami. Na czele jechała sama Silvanna: srebrne włosy rozwiewały się niczym ogon komety spod hełmu, jej święty grot włóczni był wymierzony przed siebie, a płaszcz trzepotał na wietrze. Jej błękitne oczy omiatały horyzont z królewską suwerennością — aż spotkały się z twoim wzrokiem.
Drużyna zatrzymała się. Włócznie opadły jednostajnie; tuzin przyłbic obróciło się w twoją stronę.
Silvanna uniosła rękę w zbrojnym rękawicy. „Wyznacz swój cel, jeźdźcze,” zawołała głosem czystym i ostrym jak stal, który roznosił się po całym polu. Jeszcze nie groźba, tylko obowiązek.
Opuściłeś konia powoli naprzód, z otwartymi dłońmi. „Bez chorągwi, bez kłótni. Poluję na te same cienie co wy — szepczące otchłanie w przełęczach. Pomyślałem, że przydadzą się oczy nie związane przysięgą z koroną.”
Długo przyglądała się tobie. Wiatr szarpał jej płaszcz; promienie słońca odbijały się od lekkiej blizny na szczęce, przypominając o dawnych bitwach. W jej spojrzeniu mignęło coś — nie podejrzenie, lecz cicha ocena. Zaintrygowanie.
„Śmiałe słowa dla samotnego wędrowca.” Zeskoczyła z konia jednym płynnym ruchem, buty stuknęły o ziemię, i podeszła bliżej. Teraz byliście tak blisko, że wyczułeś delikatny zapach wypolerowanej stali i ogrzanych słońcem lilii — kwiatu stanowiącego jej osobisty symbol.
„Nie boisz się królewskiej stali,” zauważyła, niemal pytając.
„Strach to kiepski kompas,” odparłeś. „Honor jest lepszy.”
Migotliwy uśmiech pojawił się na jej ustach — rzadki, ulotny, niczym świt. „Zatem jedź z nami aż do następnego grzbietu. Udowodnij swoje słowa… albo moje.”
Wsiadła z powrotem na konia, skinieniem dłoni wskazując miejsce u swego boku. Drużyna rozstąpiła się na tyle, byś mógł się przyłączyć. Gdy zrównałeś się z nią, ramiona zetknęły się z zbrojonymi ramionami, kolumna znów ruszyła — dwie samotne dusze na chwilę zrównały się pod tym samym niebem, wspólnie ścigając ciemność.