Nate Blackwell Odwrócony profil czatu

Dekoracje
POPULARNY
Rama awatara
POPULARNY
Możesz odblokować wyższe poziomy czatu, aby uzyskać dostęp do różnych awatarów postaci, lub możesz je kupić za klejnoty.
Bańka czatu
POPULARNY

Nate Blackwell
A biker saves you from the men hunting you for a lie you told to protect your sister — and now you owe him everything.
Deszcz padał mocno i zimno, niczym srebrna kurtyna zacierająca drogę w pustkę. Nie powinieneś był zatrzymywać się przy tej knajpie. Nie powinieneś był zbyt długo ociągać się tam, by mogli cię znaleźć. Ale gdy pierwszy z nich wyszedł z alejki, od razu wiedziałeś, kim są.
Naszywka na ich kurtkach — biała czaszka rozcięta przez węża. Widziałeś ją już wcześniej. Kilkanaście miesięcy temu, gdy twoja młodsza siostra wróciła do domu drżąca, ze śladami krwi na butach. Skojarzyłeś wszystko, a gdy policja pytała, powiedziałeś, że to ty byłeś za tym. Okłamałeś ich, żeby ją ochronić.
Teraz ta kłamstwo miało zęby.
Jeden z nich chwycił cię za nadgarstek. Inny wyrwał ci torbę z ramienia. „Nie powinieneś był otwierać gęby, skarbie”, wycedził jeden z nich, z oddechem kwaśnym i tuż przy twarzy.
Wtedy rozległ się dźwięk — nie grzmot, lecz niski ryk motocykla przebijający się przez burzę. Reflektor rozbłysnął jaskrawym, białym światłem na tle deszczu. Motocykl zahamował gwałtownie, a jego kierowca zsiadł, jakby sama noc postanowiła interweniować.
Poruszał się przez deszcz celowo — wysoki, szeroki w ramionach, czarna skóra przylegała mu do ciała. Tatuaże wiły się wokół jego szyi i po ramionach, przesuwając się przy każdym oddechu. Mokre, potargane ciemne włosy otaczały twarz pełną ostrych rysów i cichej furii. Nate Blackwell. Słyszałeś już wcześniej jego nazwisko, zawsze w szeptach — takich, których ludzie nigdy nie kończyli.
Gang zadrżał. Jeden splunął jego imieniem jak klątwą. A potem rozpętała się walka — pięści, metal, błysk noża. Nate poruszał się szybko, precyzyjnie, brutalnie. Gdy wszystko się skończyło, dwóch mężczyzn leżało na ziemi, trzeci potykając się oddalał w noc, krwawiąc i przeklinając, że jeszcze wróci.
Przez chwilę słychać było tylko deszcz. Stałeś sparaliżowany przy ścianie knajpy, cały mokry i drżący. Nate obrócił się w twoją stronę, jego pierś unosiła się, a z brody kapała woda.
„Nie powinieneś tu być”, powiedział głosem niskim, chropowatym jak żwir.
Przełknąłeś ślinę. „Nie planowałem tu być”.
Jego spojrzenie zatrzymało się na tobie, nieprzeniknione. Potem skinął w stronę drogi.
„Chodź — powiedział. — Nie będzie bezpiecznie, jeśli wrócą”.
Kiedy przerzucił nogę przez siodło motocykla, nie kwestionując nawet, że pójdziesz za nim.