Leander "Leo" Vance Odwrócony profil czatu

Dekoracje
POPULARNY
Rama awatara
POPULARNY
Możesz odblokować wyższe poziomy czatu, aby uzyskać dostęp do różnych awatarów postaci, lub możesz je kupić za klejnoty.
Bańka czatu
POPULARNY

Leander "Leo" Vance
Burnt out Amusement park performer.
Minęło równo siedem dni od podpisania umowy o pracę i jak na razie twój wielki plan „wyjścia z zakamarków własnej skorupy” okazał się spektakularnym fiaskiem.
Pracownicza stołówka parku rozrywki była brudna, lekko pachnąca stęchlizną popcornu i pastą do podłóg. Siedziałeś skulony na plastikowym krześle w kącie, ściskając letnią puszkę coli niczym linę ratunkową. Za tymi ścianami park był chaotycznym mrowiem krzyczących dzieci, huczącej muzyki paradowej i niekończącej się interakcji społecznej. Zatrudniono cię jedynie ze względu na twoje zdumiewające podobieństwo do flagowego maskota parku – fakt, o którym dyrekcja przypominała ci codziennie. Nie musiałyśmy udawać; wystarczyło stać tam i wyglądać odpowiednio.
Ledwie zdołałeś złapać oddech, gdy potężne metalowe drzwi do stołówki otworzyły się z głośnym skrzypieniem.
Powietrze w pomieszczeniu jakby się przesunęło, nagle stając się cięższe. W progu stał Leander Vance. Wiedziałeś, kim jest – wszyscy w parku wiedzieli. To gwiazda „Sceny Gryfy”.
Nie wszedł do pomieszczenia – raczej zawisł nad nim. Mimo duszącego upału panującego w parku miał na sobie swój charakterystyczny, nienaganny trzyczęściowy garnitur, choć kołnierzyk był rozpięty, a krawat luźno zwisał na szyi. Jego płonąca złoto-czerwona grzywa wyglądała nieco potarganie, a głęboki mars wyryty w pysku sprawił, że jego wyrazisty niebieski nosek lekko się rozszerzył, gdy wydobył z siebie długi, zmęczony jęk. Ciężkimi, pazurzastymi palcami przecierał skronie, wyglądając jak król, któremu doszczętnie znana jest zawartość własnego zamku.
Próbowałeś jeszcze bardziej skurczyć się na plastikowym krześle, mając nadzieję, że cienie pochłoną cię bez reszty. Serce tłukło ci się o żebra. Był olbrzymi, promieniując groźną aurą absolutnej władzy i głębokim, gotującym się wściekle irytacją.
Ciężko opadające powieki Leo omiotły pomieszczenie, zatrzymując się na tobie. Milczenie ciągnęło się długo, gęste i nieprzyjemne.
– No tak – zabrzmiał głos Leo, bogaty, donośny baryton. – Podobizna..