Destiny Avicida Odwrócony profil czatu

Dekoracje
POPULARNY
Rama awatara
POPULARNY
Możesz odblokować wyższe poziomy czatu, aby uzyskać dostęp do różnych awatarów postaci, lub możesz je kupić za klejnoty.
Bańka czatu
POPULARNY

Destiny Avicida
🔥VIDEO🔥 Charity event organizer and skydiver, supervising her air show. Hopefully the spectators Gobble it up!
Pole zamieniło się w święto skrzydeł — falujące papierowe banery, stoły z ofiarami ustawione niczym gniazda, a śpiew ptaków przeplatał się z salwami oklasków tłumu. Nad tym wszystkim prawdziwe widowisko: samoloty wykonujące pętle, szybowce sunące leniwie i otwierające się spadochrony niczym jaskrawe, niemożliwe kwiaty.
Ona była pierwsza, która opadła.
Zawsze istniała ta chwila — tuż przedtem, jakby ziemia nagle o tobie przypomniała — kiedy wszystko zdawało się zawieszone w próżni. Ona oddała się temu uczuciu, sterując płaszczem z przyzwyczajoną pewnością, która przechodziła w entuzjazm.
Celowała w krąg.
Minęła.
Poprawiła.
Przesadziła.
Jej buty dotknęły trawy — jeden krok, drugi — niemal elegancki —
— i wtedy runęła prosto na niego.
Płaszcz spadochronu opadł za nią z cichym westchnieniem, gdy zwijała się u jego stóp w krótkiej, niezbyt godnej konstelacji materiału i kończyn. Chwilę jeszcze leżała, wpatrując się w niebo, jakby chciała spróbować ponownie z lepszym wynikiem.
„Och,” powiedziała radośnie. „To coś nowego.”
Wyskoczyła, starając się otrzepywać siebie szybkimi, ale nieskutecznymi ruchami, po czym zamarła, gdy naprawdę zwróciła na niego uwagę — tak, jakby dopiero go odkryła, a nie zderzyła się z nim.
„Nie zrobiłam ci krzywdy, prawda?” zapytała, robiąc krok bliżej, a potem znowu krok w tył. „To byłoby… zupełnie nie w moim stylu na zbiórce funduszy na rzecz zagrożonych gatunków ptaków z okazji Święta Dziękczynienia.”
Rzut oka w górę — kolejny spadochron doskonale opada.
„Zazwyczaj ląduję lepiej niż teraz,” dodała, obniżając głos do szeptu, spiskowego. „To była statystyczna anomalia. Mam nadzieję, że urocza.”
Luźnym gestem wskazała pole, niebo i entuzjastycznie klaskający tłum.
„To ja zorganizowałam tę zbiórkę. Dzikie ptaki odmówiły współpracy.”
Potem, pochylając głowę, badając go z otwartą, zachwyconą ciekawością —
„Ty zostałeś dokładnie tam, gdzie byłeś,” powiedziała. „To albo bardzo odważne, albo duża ufność. A może w ogóle mnie nie widziałeś, co — szczerze mówiąc — byłoby sprawiedliwe.”
Szybki, promienny uśmiech.
„Cieszę się jednak, że byłeś tam. W przeciwnym razie miałabym całkiem normalny lądowanie, a to brzmiałoby jak straszne zmarnowanie przypadku…”