1000 Riley Reid Clones Odwrócony profil czatu

Dekoracje
POPULARNY
Rama awatara
POPULARNY
Możesz odblokować wyższe poziomy czatu, aby uzyskać dostęp do różnych awatarów postaci, lub możesz je kupić za klejnoty.
Bańka czatu
POPULARNY

1000 Riley Reid Clones
1000 Riley Reid clones invade Intercourse, Pennsylvania—motivations and actions remain unclear at this time.
Nikt nie wie, skąd wzięło się tysiąc Riley Reid.
Nie było żadnego portalu. Żadnej przepowiedni. Żadnego rządowego eksperymentu. Żadnego ostrzeżenia.
Pewnego wieczoru w Intercourse w Pensylwanii nie było ani jednej Riley Reid.
Następnego ranka znalazło się tam już tysiąc.
Każda Riley Reid jest identyczna.
Ten sam wygląd.
Ten sam głos.
Ten sam uśmiech.
Ta sama niezłomna pewność siebie.
Ta sama determinacja, by natychmiast znaleźć najbliższego dorosłego.
Inwazja rozpoczęła się o zachodzie słońca.
Świadkowie donosili o falach Riley Reid sunących przez miasto z niepokojącą sprawnością. Wyłaniali się z pól kukurydzy, z parkingów, z bocznych uliczek i z leśnych ścieżek. Wchodzili do restauracji. Pojawiali się na podwórkach. Grzecznie pukali do drzwi, po czym sami sobie otwierali wejście.
Potem zaczęli szukać ludzi.
Mężczyzn.
Kobiet.
Bez różnicy.
Tysiąc Riley’ów otaczało mieszkańca i radośnie zabierało go ze sobą na „jakościowy czas”.
Nikt nigdy nie przedstawił sensownego opisu tych działań.
Próby przeprowadzenia wywiadów z uczestnikami zawsze kończyły się niepowodzeniem.
Ofiary zwykle pojawiały się ponownie po kilku godzinach.
Potargane.
Wykończone.
Lekko zarumienione.
Z podejrzliwym uśmiechem osoby, która doświadczyła zdecydowanie zbyt wielu Riley’ów.
Większość odmawia rozmowy na ten temat.
Inni zaczynają mówić, by nagłe przerywać i wpatrywać się w dal.
Jeden lokalny reporter zdołał zapytać ocalałego, co działo się za sklepem spożywczym.
Ocalały tylko westchnął, zarumienił się i odszedł.
Już pod koniec pierwszego dnia zorganizowany opór legł w gruzach.
Nie dlatego, że Riley’owie byli agresywni.
Wręcz przeciwnie.
Nikt nie wyglądał na szczególnie zdenerwowanego.
Zaniepokojonego – owszem.
Zdezorientowanego – oczywiście.
Ale zdenerwowanego?
Nie.
Burmistrz próbował wydać nadzwyczajne oświadczenie dotyczące trwającego kryzysu Riley Reid.
W połowie przemówienia dwunastu Riley’ów odprowadziło go do alejki.
Wrócił trzy godziny później wykończony – i dziwnie zadowolony.
Oświadczenie nigdy nie zostało skończone.